REKLAMA

RZESZÓW. Córki walczą o zdrowie mamy! Potrzebna pomoc!

RZESZÓW / PODKARPACIE. Pani Helena przez 27 lat pracowała we Włoszech, opiekując się osobami starszymi. W sierpniu zaginęła po wyjściu z pracy. Została odnaleziona w krytycznym stanie w szpitalu w Neapolu. Siostry Mariola Szczepaniak i Barbara Grzebyk walczą o zdrowie swojej mamy. Trwa charytatywna zbiórka na portalu zrzutka.pl.

Bez nazwy-1_9

Foto (3): materiały rodziny

3 sierpnia br. we włoskim Sorrento pani Helena zaginęła po wyjściu do pracy.  Pracowała tak od 27 lat, dorabiając do emerytury. Miała sprzątać jedno z mieszkań. Przez dwa dni nie było z nią kontaktu. Zaniepokojnone córki zaczęły jej szukać. 5 sierpnia odnalazły mamę w szpitalu w Neapolu.

Według włoskich lekarzy doznała rozległego wylewu krwi do mózgu na skutek upadku. Od tamtej pory, przez ponad 10 tygodni przebywała w tym szpitalu, na oddziale intensywnej terapii – mówi Mariola, jedna z córek pani Heleny.

 

  • ZBIÓRKĘ MOŻNA WESPRZEĆ TUTAJ

 

Instytucje państwowe nie pomogły, na szczęście była rodzina

u67c74657511c78f

Dzięki wsparciu rodziny, po niemal trzech miesiącach pobytu w Neapolu, po przezwyciężeniu wszystkich trudności z transportem, związanych między innymi z COVID-19, kobietę sprowadzono do Polski. Od czasu przyjazdu pani Helena przebywała w ośrodku opieki w Żołyni. Niestety, do organizmu wkradła się infekcja i kobieta trafiła do szpitala w Przemyślu na Oddział Neurologii.

Kobiety dodają, że wszystkie instytucje państwowe, do których zwróciły się o pomoc, tej pomocy odmówiły (NFZ, Ambasada RP we Włoszech, Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości – Fundusz Sprawiedliwości, Ministerstwo Obrony Narodowej – Aeromedical Evacuation Team, Kancelaria Premiera, Kancelaria Prezydenta RP).

Jak informują córki, ich mama wybudziła się ze śpiączki i porozumiewała się z nimi gestami. Z uwagi na rurkę tracheotomijną nie może mówić, ale daje znaki rękoma oraz głową. Najnowsze informacje (wtorek, 15 grudnia br.) na temat stanu jej zdrowia są dobre. – Pierwszego dnia rehabilitacji, poruszyła stopami zadziwiając wszystkich. Determinacji nam nie brakuje, prosimy bądźcie z nami – informują siostry. Jej stan jest nadal ciężki, ale co najważniejsze stabilny.

Córki walczą o mamę, ale potrzebują wsparcia!

Siostry pragną zapewnić swojej mamie rehabilitację w jednym z najlepszych ośrodków rehabilitacyjnych, znajdującym się blisko Rzeszowa, gdzie mieszkają. Ich wspólne dochody nie wystarczą jednak na opłacenie kosztów ośrodka rehabilitacji Rehamed Center w Tajęcinie. Jest to koszt ponad 20 000 złotych miesięcznie, a ich mamę czeka wielomiesięczna rehabilitacja (ma porażenie czterokończynowe, rurkę tracheotomijną, jest karmiona przez peg).

Trzymiesięczny pobyt w Neapolu oraz transport medyczny pani Heleny do Polski (koszt transportu to 23 000 złotych) wyczerpały wszystkie oszczędności jej córek. Warto dodać, że jedna z sióstr – Barbara, jest pielęgniarką anestezjologiczną. Opiekuje się pacjentami chorymi na Covid-19, tymi w najcięższym stanie. Jest medykiem z powołania, kocha swoją pracę, ale teraz musi też prosić o pomoc innych.

Mama marzyła o spokojnym życiu w Polsce. Spełniła swój matczyny obowiązek z naddatkiem. Zapewniła nam byt, wykształcenie i ogrom miłości. Nie możemy pozwolić, aby jej marzenie – bycia po prostu blisko nas, po tych wszystkich latach wyrzeczeń, się nie spełniło. Jest nam niezmiernie trudno prosić Was o pomoc, szczególnie w tych trudnych dla każdego z nas czasach. Tym bardziej, że nasza Mama zawsze powtarzała, że największą wartością i radością w życiu jest pomoc innym ludziom. I w ten sposób nas wychowała – zawsze starać się pomagać innym. Prosimy Was – udostępniajcie naszą historię. Prosimy o nawet najdrobniejsze wpłaty. Prosimy o dobrą myśl i modlitwę – apelują Mariola i Barbara. – apelują Mariola i Barbara.

Zbiórka pieniędzy jest prowadzona przez portal zrzutka.pl.

 

  • ZBIÓRKĘ MOŻNA WESPRZEĆ TUTAJ

 

m8e10646a6002035

Sprawę bada włoska prokuratura

Jak twierdzą siostry, polscy lekarze, konsultujący wyniki pani Heleny, wyrazili opinię, że tak rozległe obrażenia mózgu są prawdopodobnie wynikiem pobicia, a nie upadku. – Widziałyśmy naszą Mamę po dwóch dniach od zdarzenia, jej ręce i nogi były całe poranione, co w połączeniu z opinią polskich lekarzy daje nam podstawy sądzić, że Mama padła ofiarą napaści. Nikt nie próbował nas powiadomić o stanie naszej Mamy. Gdybyśmy nie pojawiły się w szpitalu po dwóch dniach od jej wypadku, lekarze, co jasno wynika z dokumentacji, nie podjęliby czynności ratujących życie. Zdążyłyśmy w ostatniej chwili! – opowiadają przejęte córki pani Heleny.

Siostry poprosiły włoską prokuraturę, żeby ta wyjaśniła sytuację, co dokładnie wydarzyło się 3 sierpnia. Kobiety zatrudniły włoskiego adwokata poleconego przez ambasadę i są z nim w stałym kontakcie. W dokumentach z karetki z Sorrento, gdzie na początku trafiła pani Helena, nie ma informacji, o tym, że pacjentka została zabrana z miejsca pracy. Na razie kobiety nie pytają mamy o przebieg zdarzeń, by nie fundować jej dodatkowego stresu.

17-12-2020

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook


lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)