Redukcja liczby urzędników [POSTULAT]

RZESZÓW. To – zdaniem zwolenników JOW – powinno być pierwszą rzeczą zrealizowaną przez nowy sejm. 

Ruch  Pawła  Kukiza  wyrósł z braku zgody na to, jak PO i PiS traktują Polaków.  PO,  która  okłamywała  wyborców,  obiecując  im  to,  czego oczekiwali,  od początku nie mając zamiaru tego realizować. PiS, które nawet  nie  kryje,  iż  kompletnie nie obchodzi ich, czy Polacy chcą finansować  partie  z  budżetu  i tabuny urzędników – przekonuje Ireneusz Dzieszko, Koordynator Podkarpackiego Komitetu ReferendumJOW.pl. – Ruch Pawła Kukiza jest  na  etapie  precyzowania  swojego programu. Uważamy, że ustawa o radykalnej redukcji ilości urzędników powinna być jedną z pierwszych, jakie  posłowie  wybrani  z  tej  listy wniosą do Sejmu natychmiast po październikowych  wyborach.  Złożyliśmy  taką propozycję przed mającym się  odbyć  w przyszłym tygodniu w Lubinie zjazdem. Liczymy, iż spotka się ona z pozytywnym przyjęciem.

Publikujemy POSTULAT DO PAWŁA KUKIZA: REDUKCJA ZATRUDNIENIA W URZĘDACH, autorstwa Podkarpackiego Komitetu ReferendumJOW.pl:

„Gdy Bronisław Komorowski ogłosił w maju referendum, podejrzewaliśmy, że to kolejny trick klasy politycznej. Zrobił to po przegraniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, ale gdyby w drugiej wygrał, zapewne natychmiast szukałby pretekstu dla odwołania swojej decyzji. Ale Komorowski przegrał. Referendum jest nie w smak premier Kopacz, nie mówiąc już o PiS. Dlatego przez wiele dni Komorowski ze złożeniem ostatecznego podpisu zwlekał. Dziś to jednak ogłosił, że podpisze publikację zarządzenia referendum. Dlaczego? Może uznał, że po niezbyt udanej kadencji chce przejść do historii nie tylko jako ktoś, kto realizuje interesy wyłącznie klasy politycznej.

Politycy tak naprawdę doskonale wiedzą, co jest dobre dla Polski i  czego chcą Polacy. Jeżeli jednak tego nie realizują, to z tego prostego powodu, iż nie zgadza się to z interesami klasy politycznej, partyjnych aparatów. Finansowanie partii z budżetu, totalne partyjniactwo, dla którego zagrożeniem są JOW-y, czy prymat interesów administracji w kontaktach z obywatelem – czy PO nie mogła takiego referendum ogłosić już bardzo dawno? Oczywiście, że mogła. Ale czemu miałaby godzić w interesy partii politycznych? Trzeba było dopiero przegranej Komorowskiego, któremu w tej sytuacji został już właściwie politycznym emerytem i dlatego stać go na ruch ponad logiką interesów partii politycznych. Teraz aktualnym staje się pytanie: czy Polacy zechcą 6 września skorzystać z danej im szansy i w referendum wypowiedzą się przeciw temu, co politycy robią z Polską od wielu lat?
Czemu podejrzewamy, że gdyby Komorowski prezydentem został, to znalazłby pretekst do odwołania referendum? A bo z JOW-ami czy finansowaniem partii jest tak, jak innymi sprawami wcześniej.

JOW postulat do Kukiza-s
Przypomnijmy taki przykład – redukcja ilości urzędników
16 grudnia 2010 roku Sejm uchwalił ustawę o racjonalizacji zatrudnienia. Przewidywała ona, iż ilość urzędników zmaleje co najmniej o 10. Przed wyborami 2011 roku PO chciała zaprezentować się wyborcom jako ugrupowanie realizujące ich oczekiwania.
Podobnie jak w sprawie JOW-ów czy finansowania partii politycznych PiS nawet nie kryło, że opinia większości Polaków kompletnie ich nie interesuje. W debacie poseł Artur Górski, występujący w imieniu klubu PiS, mówił tak: „ta ekipa [znaczy PO] najpierw masowo zatrudniała – w ciągu trzech lat funkcjonowania koalicji PO–PSL przybyło ok. 17 tys. pracowników administracji rządowej i ok. 28 tys. pracowników administracji samorządowej – a teraz będzie masowo zwalniała. Zapewne nie swoich, lecz tych niewygodnych, tych, których w normalnym trybie, bez łamania prawa pracy lub innych ustaw, trudno zwolnić”. Czyli: ponieważ na mocy tej ustawy mógłby zostać zwolniony ktoś z naszych, kogo zatrudniliśmy, gdy byliśmy przy władzy, jesteśmy przeciw. Polacy przecież mają obowiązek utrzymywać ludzi PiS. Jakie to podobne do stanowiska tego ugrupowania w sprawie finansowania partii z budżetu, o czym nie raz pewnie będzie jeszcze okazja powiedzieć przed referendum.

7 stycznia 2011 roku prezydent odmawia podpisania tej ustawy i kieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego, twierdząc, że niektóre przepisy ustawy naruszają Konstytucję, zasadę praw nabytych i zasadę pewności prawa. To ciekawe, gdyż przez całą swą kadencję Komorowski raczej rzadko wetował ustawy rządu PO. Dlaczego zdecydował się na to akurat w sprawie ochrony urzędników?

Wyjątkowo szybko jak na standardy Trybunału Konstytucyjnego, bo już 14 czerwca 2011 roku wyrokiem Kp 1/11 Trybunał orzeka oczywiście niekonstytucyjność. Nie tylko przepisów zaskarżonych przez Prezydenta, ale nawet ustawy w całości. Argumentacja Trybunału wydaje się prawnie raczej mało przekonująca. Szczególnie zapewne dla wszystkich tych Polaków, którzy nie są zatrudnieni w administracji i wiedzą, że w obliczu kryzysu trudności ekonomiczne ich pracodawcy mogą zmuszać do zmniejszania zatrudnienia. Takie osoby z pewnością podzielą poglądy Trybunału, że przecież urzędnik musi mieć silne gwarancje swoich praw nabytych.

Najciekawsze następuje w tym momencie. Gdyby PO traktowała serio swój postulat konieczności redukcji urzędników, niewątpliwie próbowaliby napisać tę ustawę jeszcze raz, biorąc pod uwagę zastrzeżenia Trybunału. Tymczasem zaraz po wydaniu wyroku ówczesny premier Donald Tusk komentuje: „Sprawę uważam za zakończoną, jeśli chodzi o tę ustawę”. No i faktycznie. Później rządy PO nie próbowały nawet zmniejszać ilości urzędników. Wręcz przeciwnie. Przybyły ich całe kolejne bataliony. Trudno jednak nie mieć podejrzenia, iż wszystko to było zwykłą ustawką. Potrzebną, by móc wmawiać wyborcom, że bardzo chcieli, ale się nie dało. Gdyby było inaczej: cóż stało na przeszkodzie, by przez wszystkie te lata po wyroku Trybunału napisać ustawę od nowa w sposób biorący pod uwagę zastrzeżenia Trybunału? Nikt nawet nie próbował tego zrobić.

Ruch Pawła Kukiza wyrósł z niezgody na to, jak PO i PiS traktują Polaków. PO, która okłamywała wyborców, obiecując im to, czego oczekiwali, od początku nie mając zamiaru tego realizować. PiS, które nawet nie kryje, iż kompletnie nie obchodzi ich, czy Polacy chcą finansować partie z budżetu, czy tabuny urzędników. Ruch Pawła Kukiza jest na etapie precyzowania swojego programu. Uważamy, że ustawa o radykalnej redukcji ilości urzędników powinna być jedną z pierwszych, jakie posłowie wybrani z tej listy wniosą do Sejmu natychmiast po październikowych wyborach. Złożyliśmy taką propozycję przed mającym się odbyć w przyszłym tygodniu w Lubinie zjazdem. Liczymy, iż spotka się ona z pozytywnym przyjęciem”.

materiał nadesłany

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: