Ponad 600 pielęgniarek z całego województwa protestowało pod urzędem marszałkowskim. Gwizdów nie było końca (ZDJĘCIA)

RZESZÓW / PODKARPACIE. Pielęgniarki i położne domagają się podwyżek i godziwych pensji. Grożą odejściem od łóżek.

W środę (22.04) o godzinie 12 pod Urzędem Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie odbyła się pikieta ponad 600 pielęgniarek z całego województwa.

Celem protestu pielęgniarek było pokazanie społeczeństwu, w jak dramatycznej są sytuacji. – Pracuję 12 lat i zarabiam 1,7 tys. zł miesięcznie. Za to nie da się przeżyć! W ciągu tylu lat dostałam podwyżkę w sumie na 100 zł! – mówi Maria Potocka, protestująca pielęgniarka. – Ratowałyśmy szpital, bo był zadłużony! A po 12 latach dyrektor odszedł i przyszedł nowy! To kpina – dodaje.

Po 36 latach pracy i to z niedzielami, świętami, weekendami, zarabiam po 1 100 zł! I jak ja mam z tego przeżyć? – mówi Ewa Siemida, kolejna protestująca pielęgniarka.

Każą nam oszczędzać, bo są zadłużenia w szpitalach, bo jest ciężko i trzeba szukać oszczędności. I wszystko naszym kosztem – krzyczały protestujące.

Wśród protestujących byli przedstawiciele m.in. Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zarząd regionu Podkarpackiego z siedzibą w Rzeszowie, Szpitala Specjalistycznego w Sanoku, Wojewódzkiego Szpitala im. Ojca Pio w Przemyślu, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Stalowa Wola, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Tarnobrzegu.

Pielęgniarki domagały się od marszałka pilnego zainteresowania się ich obecną sytuacją.

Obecnie jest za mała liczba zatrudnionych pielęgniarek i położnych, aby sprostać wszystkim oczekiwaniom pracodawców, pacjentów, NFZ, stąd też coraz częstsze przypadki opisywane przez media jako zaniedbania. Dokładna analiza prowadzi jednak do wniosku, że pielęgniarka lub położna, ma dużo pracy administracyjnej i za dużo zadań bieżących. Traci na tym opieka nad pacjentem, która powinna być priorytetem ochrony zdrowia – mówi Halina Kalandyk, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych na Podkarpaciu.

Pielęgniarki są przemęczone, „wypalone zawodowo”, co może stwarzać niebezpieczeństwo jakości świadczonej pracy.  Żądają 1,5 tys. zł podwyżki rozłożonej na przestrzeni trzech lat. Ministerstwo oferuje około… 30 zł

Grożą strajkiem generalnym we wrześniu. Wcześniej, prawdopodobnie 8 maja w gwoli protestu na dwie godziny odejdą od łóżek pacjentów.

Do pikietujących pielęgniarek wyszedł Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego zajmujący się sprawami służby zdrowia. Uznał, że winnym gramatycznej sytuacji są zaniechania w systemie legislacyjnym i brak realnych reform. – Nie godzimy się, aby pielęgniarki, osoby niezbędne do tego, aby móc zapewnić prawdziwą opiekę i troskę o pacjentów, żyły za głodowe pensje – mówi Kruczek.

Co może zrobić urząd marszałkowski? – Wbrew pozorom ma on niestety bardzo ograniczone możliwości, które sprowadzają się do pokrywania strat szpitali. Oczywiście samorząd finansuje remonty szpitali, zakup aparatury i sprzętu medycznego – wyjaśnia członek zarządu.

Zarząd Województwa Podkarpackiego wystosował apel do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, w którym zaznaczył m.in., że protestują przeciw polityce godzącej w płynność finansową szpitali, która polega na zaniżaniu kontraktów oraz zmuszaniu do wielomiesięcznego oczekiwania na płatność za ponadplanowe działania lecznicze.

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: