PIŁKA NOŻNA: „Resovii nigdy nie odmawiam!”

RZESZÓW / PODKARPACIE. Tomasz Król, były bramkarz Resovii, pracujący na co dzień z adeptami Crystal Palace Londyn, gościł w sobotę w Szkole Mistrzostwa Sportowego Resovia. Gdzie poprowadził zajęcia z młodymi bramkarzami Pasiaków.

Obejrzał także mecz juniorów młodszych w Lidze Makroregionalnej oraz udzielił ciekawego wywiadu. Opowiedział między innymi o swoich początkach w Resovii, zdradził jakie cechy powinien posiadać nowoczesny bramkarz, a także opowiedział o swojej wciąż trwającej przygodzie z trenerką w Anglii.

tomasz_krol_wywiad

– Co sprowadza Pana do Polski?

Tęsknota za rodziną i znajomymi. Przylecieliśmy z żoną na tydzień do kraju. Byliśmy u mnie na Śląsku, potem u żony w Stalowej Woli. Skorzystałem też z zaproszenia Piotrka Szury, stąd moja obecność w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Komu jak komu, ale Resovii nigdy nie odmawiam (śmiech)!

Skąd u Pana sentyment do Resovii?

– Spędziłem w tym klubie fantastyczne trzy lata. Poznałem świetnych ludzi – kolegów z drużyny, działaczy, kibiców. W Rzeszowie poszedłem na studia. Zostałem resoviakiem i to takim, który każdego dnia sprawdza w Internecie wiadomości z życia klubu, śledzi wyniki, a nawet ogląda transmisje meczów. Ściskam kciuki zwłaszcza za Marcina Pietrykę. Niech trzyma klatkę na zero! Nigdy nie wiemy, co nas w życiu spotka. Kilka lat temu jeździłem po kraju, byłem o krok od podpisania kontraktu z Dolcanem Ząbki, gdy dostałem telefon od menadżera: przyjeżdżaj do Rzeszowa. Pomyślałem – Boże, gdzie leży Rzeszów? Ale spakowałem się i zameldowałem na Resovii. Spodobało mi się miasto i atmosfera w klubie. Od razu wiedziałem, że to jest to!

– Tylko szkoda, że rozstanie z ukochanym klubem nie było idealne…

– Żałowałem straconej szansy na wyjazd do pierwszoligowego Limerick. Irlandczycy chcieli mnie pozyskać i dali tydzień na załatwienie w Polsce spraw związanych z kontraktem. Był środek lata, w Resovii zostało kilku pracowników i żaden nie wiedział, jak przeprowadza się zagraniczne transfery. Trzeba było czekać aż prezesi wrócą z urlopów, tylko że ja nie miałem tyle czasu. Z Resovii odszedłem do Orła Przeworsk, ale dość szybko podjęliśmy z żoną decyzję o wyjeździe do Anglii. Czas pokazał, że dokonaliśmy właściwego wyboru.

– Ma Pan 27 lat. W takim wieku gra się w piłkę.

– Miałem ambicje, by grać w wyższej lidze, niż trzeciej. Nie miałem jednak szczęścia oraz znajomości. Nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale niestety one też decydują o tym, do jakiego klubu człowiek trafia. Koniec końców, dość szybko zawiesiłem buty na kołku i zająłem się trenerką.

– W sobotę prowadził Pan gościnnie zajęcia z młodymi bramkarzami Resovii. Na czym polegały?

– Skupiliśmy się na grze nogami. W Anglii, ale nie tylko tam, kładzie się na ten element bardzo duży nacisk. W Crystal Palace ćwiczą w ten sposób już ośmiolatkowie, a 12-latkowie swobodnie wprowadzają do gry piłkę prawą bądź lewą nogą, radzą sobie pod pressingiem. Statystyki nie kłamią: w dzisiejszym futbolu bramkarz wykorzystuje grę nogami przez 70-80 procent czasu trwania meczu. Jest pierwszym napastnikiem, bo to on rozpoczyna atak swojej drużyny. Skauci zwracają uwagę, czy chłopak potrafi wprowadzić piłkę do gry, czy robi to swobodnie czy też panikuje. Wzorem pozostaje oczywiście Manuel Neuer, a jestem przekonany, że za kilka lat bramkarz będzie grał jeszcze wyżej. Może nawet zostanie obrońcą.

– Chłopcy poradzili sobie z wyzwaniem?

– Kilku z nich miało problemy podczas gry lewą nogą. Rozumiem to, gdy ktoś jest prawonożny to w naturalny sposób niechętnie zagrywa piłkę “słabszą” nogą. Warto jednak ćwiczyć by wyeliminować te mankamenty. Diabeł tkwi w szczegółach, a w naszej profesji detale są bardzo ważne. To one decydują o tym, że podczas meczu bramkarz złapie piłkę, a nie odbije ją przed siebie. Generalnie jestem zbudowany tym, co zobaczyłem. Młodzi bramkarze Resovii prezentują dobry poziom, widać rękę “Cinka” (śmiech). Marcinowi przekazałem swoje wskazówki, mam nadzieję, że mu się przydadzą w dalszej pracy z tymi chłopakami.

tomek_krol

– W jaki sposób zostaje się trenerem bramkarzy w klubie Premier League?

– Trzeba mieć dużo szczęścia. Jestem jedynym obcokrajowcem w sztabie szkoleniowym (śmiech). Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po przyjeździe do Anglii, było zapisanie się na kursy trenerskie. Bez odpowiednich kwalifikacji nie masz szans na poważną pracę. Zacząłem od trenowania chłopaków w polskiej szkółce London Eagles, a podczas jednej z konferencji poznałem trenera bramkarzy Crystal Palace. Spytałem, czy mógłbym pooglądać z bliska jego zajęcia. Zgodził się, a gdy uznał, że posiadam predyspozycje do wykonywania tej pracy, zaproponował, żebym potrenował młodych bramkarzy w klubie. Opiekuję się chłopakami mającymi od 8 do 15 lat, czasem pomagam w starszych rocznikach.

– Jak liczna jest to grupa?

– Mam 14 podopiecznych. Staramy się, żeby w każdym roczniku było dwóch, trzech bramkarzy. Na Wyspach obowiązuje zresztą całkiem inny system rozgrywek. Liga, jaką znamy z polskich boisk, zaczyna się dopiero, gdy piłkarze skończą 16 lat. Do tego czasu Akademie rozgrywają między sobą mecze towarzyskie. Swobodnie rotujemy składem. Gdy widzimy, że zawodnik się wyróżnia, dajemy go do starszej grupy. Każdy chłopak ma rok czasu, by przekonać trenerów, że warto na niego postawić. Jeśli się nie sprawdzi, dziękujemy mu. Pierwszy kontrakt z klubem podpisuje się dopiero w drużynie U-16. Wtedy piłkarz otrzymuje niewielkie wynagrodzenie.

– Crystal Palace to, jak na warunki londyńskie, skromny klub. Jak wygląda baza “Orłów”?

– Topowe kluby: Chelsea, Tottenham i Arsenal biją nas na głowę, ale gdyby zestawić Crystal Palace z klubami polskiej ekstraklasy to, hmm, nie mielibyśmy się do czego odnosić. Crystal Palace posiada trzy ośrodki treningowe. Tam, gdzie przygotowują się piłkarze pierwszego zespołu oraz jego zaplecza, znajduje się 6 boisk z naturalną trawą i jedno ze sztuczną. Łącznie boisk jest kilkanaście, sam nie wiem dokładnie ile, musiałbym policzyć (śmiech). Ale powtarzam: gdy jedziemy na mecz z Akademią Chelsea czujemy się jak kopciuszek. Choć może wkrótce się to zmieni. Właśnie przeczytałem, że ma nas wykupić za 80 mln funtów konsorcjum finansowe z Wall Street. W planach jest modernizacja stadionu i zastrzyk gotówki dla Akademii, która chce wskoczyć z poziomu B na poziom A zarezerwowany dla najlepszych.

– Londyn to narodowościowy tygiel. Z jakich krajów pochodzą pana podopieczni?

– Większość z nich to Anglicy, choć mam Portugalczyka i Kolumbijczyka. Do Akademii trafiają piłkarze z całego świata, również Polacy. Ostatnio na testach pojawiło się dwóch 16-latków. Nie prezentowali jednak odpowiednio wysokiego poziomu i musieliśmy się z nimi rozstać.

– Gdy przypomniałem sobie, iż Crystal Palace powstał w tym samym 1905 roku, co Resovia, szeroko się uśmiechnąłem…

– No tak, nie mogłem trafić do innego klubu (śmiech). 1905 to wyjątkowo dobry rocznik.

– Nie samym futbolem człowiek żyje. Ponoć pracuje pan również jako konsjerż w hotelu w londyńskim City?

– Dokładnie. I bardzo sobie cenię to zajęcie. Zamawiam gościom taksówkę, doradzam w wyborze dobrej restauracji. Z mojej pomocy skorzystało między innymi wielu znanych piłkarzy Premier League.

źródło: CWKS Resovia

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: