"Mistrzostwo od początku było moim celem" (WYWIAD)

RZESZÓW / PODKARPACIE. Najszczęśliwsze 8,5 sekundy w jej życiu, na które pracowała długimi latami. Zawodniczka Resovii Rzeszów Klaudia Wojtunik zdobyła złoty medal w biegu na 60 m przez płotki. Co czuła tuż przed startem i czy… była zadowolona z biegu finałowego? Na te i inne pytania odpowiada w rozmowie z reporterem naszego portalu.

asd

Rzeszów24.pl: Jak wyglądały Twoje przygotowania do startu na Mistrzostwach Polski?

Klaudia Wojtunik: Mistrzostwa dla sportowca to pewien sprawdzian, którego wyniki będą efektami przepracowanego sezonu przygotowawczego. Osobiście, po mistrzostwach nie miałam sobie nic do zarzucenia, ponieważ wszystkie treningi były zrealizowane, nawet nie było mowy o opuszczeniu jednego z nich. Ciężka praca, starania i mobilizacja pozwoliły mi zdobyć tytuł Mistrzyni Polski. Pomogły mi w tym również zgrupowania, które dawały możliwość większego skupienia się na popełnianych błędach i wyeliminowaniu ich.

Z pewnością ważna była też systematyczność…

Lekkoatletyka to sport, w którym bez systematyczności i „poświęceń” nie będzie widać wyników, a trudy związane z treningami to tylko i wyłącznie praca na samego siebie.

Pracy z pewnością było wiele. Co chciałaś poprawić przed tym startem?

Oczywiście przygotować trzeba było się pod względem szybkościowym, jak i technicznym. Jednak w przygotowaniach skupiłam się przede wszystkim na technice, rytmem między płotkami oraz dobiegu do pierwszego płotka.

Płotki to bardzo trudna przeprawa…

Wyrobienie sobie idealnej techniki jest niemalże niemożliwe. Na mistrzostwach okazało się, że moja najsłabszą strona jest start z bloków – zarówno reakcja, jak i samo wyjście było słabe. Do sezonu letniego trzeba nad tym poćwiczyć.

Jak wspominasz ten dzień? Czułaś stres przed ustawieniem się w blokach startowych?

Tak naprawdę dopiero w dzień startu zdałam sobie sprawę, że to już za kilka godzin. Towarzyszyły emocje, ale te pozytywne – wiedziałam, że sobie poradzę. Najważniejszy był czas, ponieważ chciałam zejść poniżej 8.60 sek. Udało się w finale. Zrobienie życiówki równało się ze zdobyciem złotego medalu. Tylko się cieszyć! Byłam bardzo zdeterminowana. Mistrzostwo od początku było moim celem i zdołałam dopiąć swego. Mimo, że zdawałam sobie sprawę ze moje rywalki są bardzo mocne to dodawało mi to ogromnej motywacji i jeszcze mocniej starałam się, aby start był jak najlepszy.

Od razu odstawiłaś rywalki, czy przewagę wypracowałaś sobie dopiero pod koniec dystansu? Jaka była taktyka na ten bieg?

Po dokładniejszym przeanalizowaniu biegu znalazłam kilka błędów, które są znaczące podczas biegania płotków. Jak wcześniej napisałam, lepsza reakcja startowa pozwoliłaby jeszcze „urwać” setne sekundy.

Ale to już nieistotne.

Szczerze mówiąc, nie ma czego żałować, ani rozmyślać teraz, co można było zrobić, a czego nie, ponieważ co było, to było. Trzeba iść dalej i starać się być najlepszym w tym co robimy. Prawdę mówiąc, od pierwszego płotka do ostatniego moja przewaga wzrastała. Przebiegając metę zawsze jest małe niedowierzanie, ale później zostaje tylko radość i można powiedzieć – wynagrodzenie za wszystkie treningi. Nie raz dawały w kość, ale dzięki nim byłam coraz bliżej spełnienia marzeń.

As

Myślę, że możesz powiedzieć, że to było jedno z najlepszych 8,5 sekund w Twoim życiu…

Myślę, że tak. Wydaje się, że to tylko 8.5 sekundy, a daje tyle szczęścia! Wchodzisz w bloki w pełnym skupieniu… masz przed sobą plotki i myślisz, że to jest to, co chcesz robić już zawsze. Mogę powiedzieć, ze żyje w dwóch światach. Ludzie z lekkoatletyki to jedna rodzina – zawsze się wspieramy i możemy na siebie liczyć. Na bieżni rywale, poza nią najlepsi przyjaciele. Druga część to szkoła, dom i znajomi.

No właśnie, jak oni reagują na twoją pasję?

Spora część moich znajomych zadaje mi pytanie – „ale tak codziennie biegasz? Masz na to czas i siły?” Ja już żyje lekkoatletyką i nie mogłabym przestać biegać, a z nauką… – wszystko jest do pogodzenia. Dla chcącego nic trudnego.

Rzeszów to dobre miejsce na trenowanie lekkoatletyki?

W Rzeszowie trenuję trzy lata pod okiem Janusza Mazura. Mimo, że w okresie zimowym nie ma odpowiedniej hali, to bez względu na warunki staramy się wykorzystać wszystkie obiekty dostępne w Rzeszowie, gdzie jesteśmy w stanie przeprowadzić trening. Jestem bardzo dumna, że mogę reprezentować klub, jakim jest Resovia Rzeszów. Stadion dobrze wyposażony daje możliwości na realizację wszystkich rodzajów treningów. Są kluby na Podkarpaciu, które nie mają nawet tartanu, więc cieszę się, że mogę być tu gdzie jestem i korzystać z rzeczy, które wspomagają w dalszym rozwoju.

Jesteś Mistrzynią Polski juniorów, co dalej? Jaki jest Twój kolejny cel?

Na dzień dzisiejszy celem są EYOF, które odbędą się w Gruzji. Aby wyjechać na te zawody jest określone minimum, które mam nadzieję, że uda się zrobić. Teraz trzeba mocno się przygotować, dawać z siebie wszystko, a przy odrobinie szczęścia wszystko jest możliwe. Oprócz tego letnie Mistrzostwa Polski . W tym roku skupie się na płotkach krótkich i zobaczymy jakie rezultaty przyniosą moje wyrzeczenia i trud wkładany w treningi.

rozmawiał: Adam Zoszak

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: