"F*ck the context" i "nie róbmy wiochy", czyli apartamentowiec zamiast willi Kotowicza (WIZUALIZACJE, ZDJĘCIA)

RZESZÓW. Długa i burzliwa dyskusja w sprawie wyburzenia willi Kotowicza przy ul. Dekerta i zastąpienia ją nowoczesnym architektonicznie obiektem.

Z inicjatywy pracowni architektonicznej MWM Architekci, która na zlecenie prywatnego inwestora przygotowała koncepcję zabudowy willi Kotowicza w czwartek (30.04.) w Grand Hotelu odbyło się spotkanie prezentujące projekt budynku przy ul. Dekerta.

Zdaniem architekta Macieja Łobosa, nowy budynek odtworzy pierzeje miejską i wpasuje się w otoczenie. Na spotkanie przygotował długą i merytoryczną prezentację wprowadzającą zebranych do tematyki architektonicznej przy jednoczesnym wskazaniu – jego zdaniem – dobrych kierunków rozwoju miasta.

Łobos nie miał wątpliwości, co do tego, że willa Kotowicza przy ul. Dekerta nie jest obiektem zabytkowym i nie ma historycznych przeciwwskazań do jej wyburzenia. – Nikt nie traktuje tego budynku jako architektury. Ma 80 lat, a nie 200, jak się wielu wydaje – mówił Maciej Łobos.

A kontekst przestrzenny? Jak ktoś kiedyś powiedział: „f*ck the context”. Twórzmy nowoczesne obiekty, które być może staną się wizytówką miasta. Budowanie historycznych budynków jest absurdalne. Nie róbmy „disneylandu”. Im bardziej naśladujemy innych, tym większą robimy „wiochę” – przekonywał zebranych. – Przygotowaliśmy z 50 różnych projektów budynków w tym miejscu i po długich analizach wiemy, że ten jest najlepszy.

Jego zdaniem czterokondygnacyjny obiekt z dwoma kondygnacjami poniżej poziomu ziemi, gdzie zlokalizowane będą parkingi, idealnie wpisze się w otoczenie ul. Dekerta. Zaprezentowany obiekt składał się ze „ściętych” prostokątów nałożonych na siebie. Wspomniane „ścięcia” miały nadać bryle lekkości i uchronić ulice przed zbytnim zabudowaniem.

Nie wszystkich prezentacja przekonała. Zwłaszcza trudna była dla potomka pułkownika Jan Kotowicza, który emocjonalnie reagował na wystąpienia Macieja Łobosa. jest kategorycznie przeciwny ingerencji w willę.

 

„Nie mam sentymenty do willi”
Na spotkaniu pojawił się również Stanisław Hałabuz, rzeszowski architekt nadzorujący remont pałacyku Lubomirskich, który znajduje się w sąsiedztwie willi.

Zaprezentowany obiekt, jako budynek przypadł mi do gustu, ale jego koncepcja już nie – mówił. – Priorytetem powinien być pałacyk Lubomirskich, bo takich obiektów w Polsce mamy tylko dwa, i to on powinien być wyeksponowany w tej okolicy. Zaproponowana zabudowa go przytłoczy. Nie mam sentymentu do willi Kotowicza i nie miałbym przeciwwskazań, jeśli miałaby być wyburzona. Moim zdaniem, właściciel powinien  ją rozbudować i zagospodarować jej otoczenie, ale nie wychodzić poza jej obecną wysokość. Cztery kondygnacje to zdecydowanie z dużo.

Czy zaprezentowany obiekt powstanie? To może być trudne. Już w ubiegłym roku rozpoczęły się plany nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który może uchronić okolice przed ingerencją prywatnych osób. Plan bowiem jasno określi co będzie, a czego nie będzie można wybudować. Prace nad takim dokumentem trwają jednak nie miesiącami, a latami.

Przypomnijmy, że we wtorek na sesji Rady Miasta Rzeszowa radni przyjęli uchwałę zmierzającą do odzyskania willi Kotowicza. Nie wykluczone, że miasto będzie chciało działkę odkupić.

Willa Kotowicza została już wpisana do ewidencji zabytków. Decyzja o wpisaniu jej do rejestru zabytków jeszcze nie zapadła.

Ewelina Nawrot

ZOBACZ WIZUALIZACJE:

fot. MWM Architekci

ZOBACZ ZDJĘCIA Z PREZENTACJI:

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: