BLOGI: "Zostało mi kilka godzin życia..."

RZESZÓW / PODKARPACIE.  Czy wy też macie czasami wrażenie, że jesteście niezniszczalni, wytrzymali i odporni na wszystko? Zapraszamy na kolejną odsłonę bloga autorstwa Agnieszki Wszołek.

las

foto: Adam Zoszak / Rzeszów24.pl

Dzisiaj napisałam o temacie trochę wytartym, lekko oklepanym i niespecjalnie ciekawym (obserwujcie mistrza marketingu w akcji). Ale to jest blog reakcyjny. To znaczy reagujący na to, co się dzieje w moim życiu. Pytanie: czy wy też macie czasami wrażenie, że jesteście niezniszczalni, wytrzymali i odporni na wszystko? Najgorszą rzeczą w chorowaniu jest to, że brutalnie niszczy to wrażenie. Zostaje zastąpione przez wrażenie „zostało mi kilka godzin życia”.

Drugą najgorszą rzeczą w chorowaniu jest niepewność, ile to będzie trwało. Czasami złe samopoczucie przechodzi po jednym, dwóch dniach, a czasami wlecze się tygodniami. Ale skąd mam wiedzieć rano, kiedy dopiero budzę się z gardłem suchym jak dowcip Strasburgera, czy to samo minie czy nie. A od decyzji, czy zostać w łóżku czy iść na zajęcia zależy wszystko. Czysty konflikt tragiczny. Drodzy maturzyści, zrobię wam teraz powtórkę z polskiego. Jest to konflikt między dwoma równorzędnymi wartościami. Jeśli zignoruję objawy, może się okazać, że dopiero wtedy mnie rozłoży na długi czas i będę żałować, że nie zrobiłam nic wcześniej. Jeśli zostanę w domu albo pójdę do lekarza, a za dzień lub dwa już nic mi nie będzie, zabije mnie poczucie zmarnowanego czasu i rozmiar zaległości w życiu i na studiach, które „się zrobiły”.

Z tym pójściem do lekarza to też nie takie proste. Przed skokiem w przepaść jaką jest polska służba zdrowia trzeba się dobrze zastanowić. To prawie jak sycylijska mafia. Kiedy raz w to wejdziesz, nie ma już odwrotu. To gorsze niż sycylijska mafia. Całe szczęście, że w Krakowie jest sieć klinik akademickich. W Rzeszowie też jest przynajmniej jedna taka przychodnia. Dzięki temu studenci nie muszą czekać w kolejkach, mają wygodny i stały dostęp do służby zdrowia, prawda? Nieprawda. Nie ważne o której porze dnia, tygodnia czy miesiąca do nich zadzwonicie, zawsze otrzymacie taką samą odpowiedź: najbliższy termin jest za tydzień. Przepraszam, co? W Krakowie jest 207 tysięcy studentów i wszyscy nagle zachorowali? Trzasnęłam słuchawką (tzn. bardzo mocno wcisnęłam przycisk „rozłącz”) i przepisałam się z powrotem do gminnego ośrodka zdrowia w małej podkarpackiej wiosce, z której pochodzę. Tam nie ma tego problemu, może dlatego, że mieszkańców gminy jest sto razy mniej niż krakowskich studentów.

Jednak nawet abstrahując od takich skrajnych przypadków, ciężko znaleźć poradnię, do której można pójść tego samego dnia, kiedy się zachorowało. Więc już się zarejestrowałeś, powiedzmy za dwa dni. Niestety po dwóch dniach, pech chciał, właściwie ci się polepszyło. Ale jeśli to tylko chwilowa poprawa? A przecież i tak nikt już nie zdąży wskoczyć w twoje miejsce. Poza tym udało ci się umówić  do lekarza – jak można zmarnować taki sukces. Więc idziesz. I tłumaczysz lekarzowi, że miałeś gorączkę, ale już nie masz, jeszcze trochę boli cię gardło, a właściwie drapie i, co prawda też już przeszło, ale czułeś ogromny dyskomfort w serdecznym palcu prawej stopy. Przy czym z godnością wytrzymujesz jego wymowne spojrzenie. Kiedy człowiek o tym myśli, to chyba lepiej zostać w domu i pocierpieć w samotności. Taką mam strategię. Jak powiedział mój ulubiony lekarz, House „life is pain”. Jeśli na blogu w ciągu tygodnia nic się nie pojawi, wiedzcie, że to zła strategia.

Agnieszka Wszołek

* materiały publikowane w dziale blogi są subiektywnymi opiniami autorów

Jeśli chcesz aby twój komentarz pojawił się natychmiast, skorzystaj z formularza Facebooka.

Napisz komentarz: